• Wpisów:12
  • Średnio co: 175 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 18:49
  • Licznik odwiedzin:2 185 / 2279 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zaczynamy od nowa... zakładam bloga nowego.
Wszystko bedzie tak samo....
Prawie wszystko.
Zaraz zakładam i kopiuje po kolei wpisy.
A na sam koniec dodaje nowy..
Czyli rozzdział 9.
Kto chce , czyta...kto nie- niech nie zostawia głupich komentarzy.
Dziękuje. Żegnam.
  • awatar sprzedaje ♥: fajny blog;p sprzedaje ciuchy wpadniesz zobaczyc ? zapraszam ;*
  • awatar pasuysta: Przepraszam za spam, ale początkuję i zależy mi na tym, żeby rozgłosić mojego bloga. kershi-kershi.blogspot.com
  • awatar whateverxd: hmm skoro wszystko będzie prawie tak samo to po co nowy blog? bo w sumie to mnie zastanawia xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ok, wróciłam.
W zanadrzu mam pare rozdziałów, ale to od Was zalezy czy mam dalej pisać. Mam już sporo planów jeśli chodzi o ciąg dalszy bohaterów.
Jest tylko jedna sprawa... Zastanawiam sie nad zmianą bloga.
Te rozdziały skopiować do innego. On bardzo by przypominał wyglądem ten ale jednak różnił by sie linkiem i nazwą. ...
Decyzja należy do Was.
  • awatar NIEZŁY TUPET: możesz założyć nowego bloga, ale obowiązkowo podajesz mi linka ! ; ** a no i pisz to opowiadanie ; *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
*3 godz później*
Próba sie skończyła. Nie było łatwo. Dhonson obserwowała każdy mój ruch,jak śpiewałam to wsłuchiwała sie w kazdy dżwięk. Tak samo było jak grałam na pianinie. Nie wyszło mi to najlepiej bo jeszcze odczuwałam ból w nadgarstku. Obserwowałam reszte grupy i zauważyłam że sie stanowczo poprawili. Że teraz wszystko zalezy ode mnie. Musze im dorównać co oznacza 3x wiecej pracy. Wychodząc z budynku zaczepila mnie Melly:
-Rosi poczekaj!-nienawidziłam jak mówiła na mnie Rosi. Wolałam Rose.
-Co tam?
-Bo wiesz....No bo..No nie wiem jak cie o to zapytac...-zaczela palcem okręcac kosmyk swoich włosów. Zawsze tak robiła jak była w kłopotliwej sytuacji.
-No mów śmiało...
-No ale no nie wiem czy cie to nie urazi czy cos...
-Melly...Znamy sie już dobrze 5 lat. Obiecuje,na pewno sie nie obraże czy coś.
-Ehh...No ok. Czy Ty...Coś jeszcze czujesz do Mathe'a?-popatrzyła na mnie troche złośliwie.
Przez chwile nic nie odpowiedziałam. Zacznijmy od tego że nie wiedziałam co powiedziec. Przypomniał mi sie pocałunek sprzed 4 godz.,ale też to że wspomniał o pewnej dziewczynie....
-Nie. Nic nas nie łączy oprócz przyjaźni.
-Ale każde dla drugiego może poświecic wszystko...-widziałam że niepewność krążyła jej po głowie.-To troche jak..miłość.
-Posłuchaj. To że jedno za drugim może nawet skoczyć w ogień czy nawet oddać życie nie oznacza od razu miłości. Wiem że byliśmy razem ale to już czas przeszły. To BYŁO. - chciałam jak najszybciej odejść.
-Aha ok. dobra już ci wierze.-uśmiechnęła sie sredecznie do mnie.
-Melyy?!! Czy to oznacza że on ci sie...
-Podoba? Tak.i to nawet bardzo. Gdzieś tak od roku. Zawsze jak Was widziałam to czułam złość i zazdrość. -lekko posmutniała.
-Melly....Ale ...on nie wie prawda?
-Coś Ty...Wyśmiał by mnie a potem wcale by sie nie odzywał.
Nie wiedziałąm co mam jej odpowiadać bo Matheo mówił że ma na oku pewną dziewczyne i że nie jest to Melly tylko niejaka Sheila Crocker.
-Przepraszam, ale ja ci nie pomoge. - nie chciałam. po prostu nie chciałam. Nie mówiła nic przez jakieś 5 min. ale w końcu sie odezwała...
-Wiedzialam! Wiedziałam że cos do niego jednak czujesz!!-zaczela krzyczec.
-Przecież ci kurwa powiedziałam że nie?!!!!!-teraz ja podnisłam głos.
-zaraz jak ci kurwa przyjebie....!.-jej złość była nie do opanowania. Chciała mnie udeżyć ale sie obroniłam...ale zaraz ponowiła próbe rozwalenia mi nosa. Zawsze była wybuchowa i porywcza. przerwał Matheo jak wybiegł z budynku:
-Zostaw Ja!!-Nie miałam pojecia do której z nas to było i stałysmy osłupiale patrzac sie na niego...Tylko ja trzymalam reke Melly bo była przy mojej twarzy...-Słyszysz? Odsuń sie od Rose...Już!
zakłopotanie melly bylo widoczne gołym okiem.
-Spokojnie , już, już ja puszczam....-opuscila swoje rece a oczy jej sie zaszkliły. Matheo stanął koło mnie.
-Nic sie nie stało...To bylo..nieporozumienie...-Chciałam obronić Melly skoro tak jej zależało na Nim.
-Wszystko widziałem. I słyszałem...-popatrzył na nią..
-..W-wszystko?-głos Mely zadrżał.
-Tylko krzyki....Rose..Chodżmy już lepiej. - Objął mnie Normalnie poszliśmy przed siebie.
-Posłuchaj Matheo...Bo wiesz... Ona mi nic nie zrobiła..nie złość sie.na nią.
-Ja tylko nie chciałem żeby ci sie znowu coś stało....Ale że melly chciała cie uderzyć?
-Podobasz jej sie.-wypaliłam szybko. Świadoma tego że właśnie wydałam Melly.
-A...ale jak to? -zdziwiony staną i popatrzył na mnie.
-No normalnie...podobasz jej sie i tyle no.
-ale ona mi nie...? poza tym ,...Sheila.
-to ty z tą dziewczyna coś na poważnie?
-No...nawet chciałem żebyście si poznały...
-Ooo..Miło. To kiedy i jak?
-Może w piątek po południu?
-Pasuje mi to...
Matheo odprowadził mnie pod dom. Żegnając sie mocno mnie uściskał mówiąc "Kocham Cie Rose..." odpowiedziałam "Ja Ciebie też...bardzo." Co jakiś czas sobie to mówiliśmy...Tak po "przyjacielsku". Weszłam do domu, włączyłam piosenki Dżemu i siedziałam z Shanem.
  • awatar zawszeza: no powiem że coraz bardziej ciekawi mnie twoje opowiadanie oby tak dalej :)
  • awatar Ta inna .♥: Bardzo fajne to opowiadanie. ;) Dzisiaj już tu byłam, bo nie mogłam się doczekać tego rozdziału. Teraz czekam na 9. xD
  • awatar .Fancik.♥: masz talent. świetnie piszesz :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

narkomanka1234
 
tymb.98
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
*Z dedykiem dla W sercu RAP ♥*
< http://fuckit11.pinger.pl/ >
Dzięki że jesteś;*

________________________________________________________________________________

Obudził mnie dżwięk telefonu. Odebrałam go zaspanym głosem:
-..H-halo ?
-Cześć Rose. Myśle że nie budze. Pamiętasz o dzisiejszesz próbie? Jest za godzine. Więc za pół godziny u ciebie bede. Wstawaj.
Usłyszałam dżwięk rozłańczającej sie słuchawki. Dopiero po paru sekundach dotarło do mnie kto dzwonił i co mówił.
Wstałam ubierając pierwsze lepsze co miałam pod ręką. Ubrałam zwiewną sukienkę po kostki w drobne kwiaty,naszyjnik,sandałki,włosy rozpuściłam i przejechałam pare pasm prostownicą . Makijaż pasujący do zestawu. Czyli jasny róż na powieki, tusz,puder,błyszczyk... Całość wyglądała fajnie. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Roooseeee.........Jesteś gotowa? -Matheo darł sie ile wlezie.
-Idę już ide...-sięgnełam jeszcze po mała czarną torbkę za ramię i wielki zeszyt do prób.
Wyszłam z domu.
-Wow Rose. Wy...wyglądasz.... ślicznie. - Obczajał mnie wzrokiem.
-Przestań. Ty też sie dzisiaj odstawiłeś.Nie poznałabym cie.-Matheo zawsze wyglądał dobrze. Ale tym razem zmienił fryzurę.- To co idziemy?
-Hahahah, nie przesadzaj. Dobra chodżmy juz lepiej.
Szliśmy ciągle sie śmialiśmy,wygłupialiśmy itd. Przechodząc obok jednej z restauracjii Matheo zrwócić mi uwagę.
-Ej,to nie jest ten twój nieznajomy? - pokazał w stronę pewnego chłopaka.
-yyyy...być może.
-Czemu on zawsze chodzi w kapturze?
-Nie wiem..Tak ma. -Nie wiedziałam za bardzo co powiedzieć. A chłopak popatrzył sie na nas. - Tak to on.
-Rose...To nie jest Nathalie?
-No. Nie chce jej wchodzić w drogę. Ale zaraz podejdzie i sie zapyta o coś głupiego... -Nie miałam pojęcia co zrobić.
-Ale ona nas nie zauważyła. Chyba..
-Idzie w nasza strone. Matheo..Może to zabrzmi głupio ale...Pocałuj mnie.
-Oszalałaś? - patrzył na mnie jak bym właśnie powiedziała coś o czym nie ma zielonego pojecia.
-Szybko... Inaczej mnie rozpozna.
-Rose nie bede...
-Prosze. Zrob to dla mnie.
Wziął swoimi dłońmi moją twarz,zbliżył swoje usta tak że czułam jego ciepły drżący oddech i pocałował. Było co najmniej przyjemnie. Staliśmy tak chwile zblizeni do siebie ale w końcu powiedziałam:
-Chyba podziałało. Skierowała sie w inną stronę.
-To dobrze..-patrzył mi prosto w oczy.
-Dzięki Matheo.
Zerknęłam w stronę "nieznajomego". Obserwował całą scene. Ruszyliśmy dalej w ciszy którą po jakimś czasie przerwał Matheo.
-Yyymmmm..Mam pytanie.-szedł w głową skierowaną na buty.
-Tak?
-Czy...Czy ten pocałunek coś dla ciebie znaczył? Tak naprawde...- Troche mnie to zdzwiło.
-Ale Matheo....Wiesz sam że kiedyś coś miedzy nami było. Ale juz nie ma. Było minęło. Jest przyjaźń tak? I pragnę żeby tak zostało.... A są takie sytuacje ..Takie jak ta z całowaniem. -Głupio mi było mówić że nic nie czułam. Bo coś poczułam. Ale to nie było "to" co czułam całując Nicka albo innych chłopaków. Ale głównie Nicka. Bo to jego tak naprawde kochałam. Doszliśmy pod budynek.
-Rozumiem. Posłuchaj teraz jak wejdziemy od razu pokaż ze ci zalezy i że trenowałaś. Ok?
-Ale dlaczego? Przecież nie trenowałam....
-No bo.... -zaczął sie drapać zawiadiacko po głowie.- Bo ja...Można powiedzieć że wykorzystałem to że nie byłaś na próbach na swoją korzyść.
-Czyli? - kompletnie nic nie kapowałam.
-Bo chodzi o to że jak leżałaś w domu to ja mówiłem Dhonson że idę do ciebie dać ci notki, to co robiliśmy na próbach i takie tam.
-Ale przecież ciebie u mnie nie bylo....
-Bo w tym czasie siedziałem z pewną dziewczyną.-uśmiechnął sie do mnie.
-aaaa....to w tym rzecz. Mój Matheo w końcu sie zakochał! - uśmiechnęłam sie najszerzej jak tylko mogłam. Przyznam że cieszyła mnie ta wiadomość.
-e tam od razu zaochał...
-Dobra,dobra...mów jak ma na imie i jak wygląda.
-Sheila Crocker. A tak wyglada.- pokazał mi zdjęcie w telefonie. Śliczna,uśmiechnięta dziewczyna. Ok 14-15 lat.
-Ładnaaa.... -cały czas sie uśmiechałam. On też. Chyba czuł ulgę że zaadoptowałam ją. Mielismy taką zasade że jak nam sie nie podoba partner przyjaciela to przyjaciel szuka innej. Głupie, ale nasze wszystkie zasady takie sa. - Ok chodźmy już.
-A powiesz tak jak...
-Tak. Nie martw sie.
-Jeszcze coś. nie chciałem cie całować bo bałem sie że ona nas zobaczy. A jak popatrzyłem ci sie głęboko w oczy...Przypomniały mi sie nasze wpsólne chwile tak spedzone.
-Heh....Nie no ok. Ale wiesz bedzie lepiej jak już wejdziemy.
-Masz racje. Dziękuje Rose.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
-Jaki?
-Zostaw psa tutaj a jak bedziesz wracała to go odbierzesz....-troche sie zdziwiłam.
-Mam zostawić psa z kimś kto nie chce pokazać swojej twarzy??-zaśmiałam sie.
-Zaufaj. -widziałam tylko jego dolną wargę. Reszte przykrywał wielki kaptur.
-Naprawde mogłabym go zostawić?
-No pewnie. Przecież to tylko 2 godz. W jakim budynku masz ta próbe?-zapytał odbierając smycz z mojej ręki.
-W starej akademii teatralnej "Academy Natural Talent Actress" ...
-Yhym ok wiem gdzie to. Ok to ty leć a ja ide z nim do kumpli.-pokazał palcem w strone grupki.
-Ok dzięki...Nie znamy sie a tyle dla mnie zrobiłeś już....-uśmiechnęłąm sie i poszłam.
Droga zajeła mi 40 min ze skrótami. Gdy tylko weszłam Dhonson zaczeła sie wypytywać.
*2 godz póżniej*
Siedze z Matheo przed wejściem na murku.
-Hahahahah,Brzuch mnie już boli!-ledwo co mówiłam.
-Mnie też! Ej,kto prowadzi twojego psa?
-o kurde! To on....-powiedziałąm niepewnie patrząc na Mathea.
-On? Czemu chodzi w kapturze? przeciez jest gorąco...Ok papa Rose.-przytulił mnie i wszedl do środka.
Nie odpowiedziałam na żadno jego pytanie. schodząc ze schodów patrzyłam na niego i psa.
-Nie sprawiał problemu?-Głaskałam Shane.
-Żadnego. Grzeczny był cały czas.-powiedzial dumnie chłopak.
-Ej dzięki. Naprawde nie wiesz ile to dla mnie znaczy....-czułam że patrzy mi sie w oczy...
-Spoko .żaden problem....Chodz idziemy.
Wracając śmieliśmy sie,gadaliśmy itp. Doszliśmy do kamiennicy.
-Ok dzięki wielkie jeszcze raz za wszystko.
-Nie ma za co.... Narazie. Może sie jeszcze kiedyś zobaczymy....
-No mam nadzieje.
Niechetnie poszłam do domu z niczym. Nic sie o nim nie dowiedziałam.No,prawie nic. Weszłąm do domu i od razu położyłam sie spać....
  • awatar futurevampires: mega <3 .
  • awatar Ta inna .♥: Extra rozdział (tak jak wszystkie). Czekam na kolejny. :)
  • awatar Gość: Ty kurde serio fajnie piszesz, tylo zebys to jeszcze stylistycznie, jakoś troche lepiej obudowała... :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
* 5 dni później *

Kostka w pożadku. Nie wiem jakim cudem ale już prawie normalnie chodzę. Prawie bo jeszcze kuleję. Postanowiłam dzisiaj wyjść troche z domu razem z Shanem. Wstałam. Wziełam prysznic. Ubrałam na siebie krótkie zielone spodenki, czarne japonki <chciałam trampki ale że miałam bandaż to inne buty niż japonki nie wchodziły w gre> do tego czarna bokserka. Zielona torebka za ramie,kolczyki małe kółka czarne. Włosy upiełam w koka, do tego lekki makijaż. Wychodząc z domu wziełam smycz Shane'a. Szłam w stronę starej kamiennicy gdzie pobiła mnie Nathalie. Włączyłam muzyke w odtwarzaczu. Mijajac park zobaczyłam Ją. Krzyknęła coś do mnie. Popatrzyłam sie krzywo w jej strone nie zatrzymując sie. Nie chce mieć z nia nic wspólnego. Doszłam do kamiennicy. Droga zeszła mi tak z 1,5 godz. z moją nogą i tempem psa. Usiadłam na schodkach bo musiałam poprawić bandaż na ręce. Wyglądałam jak jakaś kaleka. Moją uwagę przykuły ruszające sie w cieniu osoby. Jedna z nich jakiś czas mi sie przyglądała. Szła w moją stronę. Wyłączyłam MP3 gdzie akurat grał Bob Marley ''Is this love" , i udawałam że nie widze jak sie zbliża.
-. Co Ty tu robisz?-zapytał stanowczo.
-Yyyy....Siedze ?-Powiedziałąm drwiąco.
-No to ja to widze. Ale to nie jest miejsce dla takich jak ty.
-A że ja niby jestem inna? Poza tym usiadłam tu tylko na chwile. Możesz już iść....
Nagle podszedł drugi chłopak.
-Ej,Trinn daj jej spokój. ja sie tym zajmę- znałam ten głos. To ten koleś. Ten co nie chciał pokazać twarzy.
-Ok daje ci wolną rekę. ale pamietaj....
-Tak tak wiem.-pokazał gestem żeby już poszedł - Hmm....No cześć. Widze że jednak sie spotykamy drugi raz.
-No jakos tak. Myślałam że mnie nie pamietasz. -uśmiechnęłam sie lekko i przyciągnełam do siebie Shane'a.A koleś usiadł kolo mnie.
-Nie mógłbym zapomnieć dziewczyny którą uratowałem... -zaśmiał sie- I jak tam obrażenia?
-Złamany nadgarstek,obita kostka i pare siniaków. poza tym jest dobrze. Jeszcze raz dzięki. Mam pytanie...a raczej dwa.-Popatrzyłam na niego niepewnie.
-No dawaj śmialo-zaczął głaskać Shane'a.
-Pierwsze: Ty tu mieszkasz? Drugie: Dlaczego nie chcesz pokazać twarzy?
-Nie mieszkam tu. Jestem tu bo musze załatwić pare spraw.Mieszkam w USA. A nie pokaże ci twarzy, bo to nie twarz jest najważniejsza tylko osobowość..
-Ale mógłbyś zrobić dla mnie wyjątek?
-Po co? I tak sie nie znamy,nie poznamy,nigdy nie zobaczymy,nic nas nigdy nie połączy a nawet nie wiemy jak sie nazywamy....- Powiedział pewny siebie a zarazem z obawą.
-Może i masz rację...-coś mnie zabolało w środku.-Przyjechałeś tu z kimś czy sam?
-Z kumplami. Wyjeżdżamy jutro albo pojutrze.
-A jak już wrócisz bedziesz pamiętał o mnie? W końcu uratowałeś mi życie....-powiedziałam poważnie ale zaraz zaczelam sie śmiać.
-Hahaha , no zobaczę.
-Ehh...Sory niestety już spadam. Musze iść na próbe i iść do domu psa odprowadzić także na pewno sie spóźnie . Pa.-powiedziałam patrząc na niego. Po kilku sekundach odpowiedział.:
-Mam pomysł....

____________________________________________________________________________

Fajnie że to czytacie. Dziękuje;* Super uczucie gdy wiesz że robisz coś co podoba sie też innym...
  • awatar Gość: Akcja się toczy super i wgl. ale dialogi trochę kuleją i mogłabyś dodać trochę opisów :)Sorry, jestem zapalona polonistka :)
  • awatar Gość: Ja po prostu mam taka manie. Wkurzajace, ale niegroźne. :D
  • awatar ciężko jest, lekko żyć.: jenyy *.* jak mi sie to podoba. Dalej,dalej ; d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Matheo...Chociaż miałam cichą nadzieję że to nie on.
-Cześć Rose....-powiedział nawet na mnie nie patrząc.
-Hej. Co ty tu robisz?
-Wpadlem po drodze.... Chciałem ci powiedzieć że jutro mamy dłuższą próbę żebyś sie przygotowała ale widze że chyba niz z tego nie bedzie... - zerknął na moja rękę.
-Emmmm.....No raczej nie dam rady... Kto mnie tak urzadził? zdziwisz sie.... była to..
-Nathalie. Wiem bo mijałem ją. Zapytała sie z tym swoim sarkastycznym uśmieszkiem jak sie czujesz.
-a ty?
-Popatrzyłem drwiąco na nią i przyśpieszyłem bo zacząłem sie martwić co ci zrobiła. Nawet nie bede pytał o co chodzi bo wiem. To po pierwsze. Po drugie to co ci zrobiła?
-Skreciła nadgrstek,obila kostkę...Mogło być gorzej...
-Powiedziała też cos w stylu "A ten jej wybawiciel jest z nią teraz?" . O co chodzi Rose? Albo racej o kogo?- czułam w jego głosie ze sie martwił. nie chciał żebym wpakowala sie w kłopoty.
-Spokojnie. on mi tylko pomógł i nic wiecej. Prawdopodobnie go już wiecej nie spotkam.
-Yhym....okey a kiedy bedziesz mogła chodzić normalnie?
-Niedługo. Kostka jest w lepszym stanie wiec tak z 3 dni i bedzie normalnie.-uśmiechnełam jak a on usiadl mi na łóżku.
-Wiesz że Dhonson wścieknie sie bo nie bedziesz mogła grać?
-Nie chce sie z nią znowu kłócić... Wiesz. Myślałam nad tym wszystkim i doszłam do wniosku że jak na tym konkursie nie dam rady to robie sobie przerwę od "aktorstwa" .... o ile to można nazwać aktorstwem. -w tej chwili zwątpiłam na maxa.
-Nie moge cie do niczego zmuszać. Ale nie ty jedna masz wątpliwości. Pokaż ręke.- wziął moją dłoń i lekko ssunął opatrunek.- Aajjjjj....nie wygląda to za ciekawie... Szczególnie te strupy. -miał skwaszoną minę.
-Wiem.... ;/ gdyby nie nieznajomy to nie wiem co by było dalej.

Gadaliśmy z 2 godz. Matheo mnie rozśmieszał do łez. Dawno nie czułam takiej ulgi. Poprosiłam go żeby przyniósł mi Shane do pokoju, i położył laptopa na łóżku. Gdy to zrobił dałam mu buziaka w policzek i wyszedł. Włączyłam muzyke. Coś spokojnego... Starego. To czego teraz potrzebowałam. Gdy Shane ułożył sie na łóżku wzięłam aparat i zaczęłam mu robić zdjęcia. Niektóre razem ze mną. Chwile z nim posiedziałam i zasnęłam.
___________________________________________________________________________

Dziękuje za wszystkie komentarze...
Jak napisałam w poprzednim wpisie to mam dużo planów co do opowiadania.... I troche to bedzie wszystko pomieszane ale mam nadzieje że wam sie spodoba...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Była to Nathalie. Lepiej trafić nie mogłam. Próbowałam wyjść ze sklepu niezauważalnie.....nie udało sie.
-O.....Kogo moje oczy widzą... - powiedziała złośliwie sie uśmiechając.
-Ta...też sie cieszę. -,-
-Oh,Przecież tyle nas łączy....
-No, zajebiście dużo kurwa.
Wyszłam ze sklepu...Kierowałam sie w strone kamiennicy w której wczoraj dokarmiałam kundla....Jednak nie usiadłam na schodkach....Szłam w głąb. Widziałam że jest tam pare osób,mogłam sie cofnąć ale nie chciałam z nią gadać. Przeszłam obok nich. Poczułam znajomy zapach męskich perfum. Ale nie mogłam zobaczeć kto to bo Nathalie była coraz bliżej. Nagle poczułam silny ból w kostce. Upadłam. Wiedziałam że jest agresywna ale nie wiedziałam że aż tak. Gdy chciałam wstać uderzyła mnie w twarz i znowu kopneła. Jednak z taką siłą że zaczęła lecieć krew. Musiała uderzyć mnie czymś ostrym.
-...N..-Nathalie....P-prosze przestań.!-ledwo co mówiłam.
-A jak ja mówiłam zostaw Nicka?! Nie posluchałaś . To teraz masz to na co zasłużyłaś, suko.-Już chciała mnie uderzyć ale ktoś za nią ją powstrzymał. Chłopak. Powiedział.:
-Ej,Nie bądż taka agresywna.... -unieruchomił ją.
-Zostaw mnie.!
-Nie....Nie trawię przemocy...Szczególnie gdy ktoś gra nie fair.
Gdy on ją trzymał ja doczołgałam sie do schodków i usiadłam. Sciągnełam buta żeby zobaczeć jak mocna jest rana...
-Udało Ci sie szmato. Ale wiedz że to Ty go zabiłaś.!
Widziałam że chłopak już ja wyprowadzał...Ale ona dalej kontynuowała.:
-To ty jesteś winna temu że Nick nie żyje! Jakby cie nie poznał byłby tu teraz i cieszył sie życiem! Ty go zabiłaś! Słyszysz? Ty!
Zaczęłam płakać...Już nie przeszkadzał mi krwotok z nogi. Teraz cierpiało moje serce. Po jej słowach,..... Spojrzałam jeszcze w ich strone. Nathalie już poszła. Ale dostałam smsa... Treść? "Ty go zabiłaś" .... Rzuciłam telefonem o ścianę. Grupka osób siedziała w cieniu i spoglądała w moją stronę. A ja ? Pewnie wyglądałam strasznie.... Rozczochrane włosy, z zakrwawioną kostką,do tego bolał mnie nadgarstek. Zapłakana. To nie był dobry widok. Nagle koło mnie pojawił sie chłopak. Nie zobaczyłam jego twarzy pod ogromną bluzą z kapturem. Podał mi torebkę.
-Dzięki....Uratowałeś mnie przed nią.
-Nie mogłem patrzeć jak cie katuje.
Jego głos był przyjemny....
-Trzymaj to ci sie napewno przyda.-podał mi paczkę chusteczek i bandaż.
-Dzięki... - uśmiechnęłam sie lekko w jego strone. Nadal nie widziałam jego twarzy. Ale czułam zapach perfum.... Ten sam co czułam już wcześniej jak szłam od Nathalie. Ale miałam przeczycie że znałam go już wcześniej. Przetarłam ranę i nałożyłam opatrunek.
-Spoko,możesz wstać?
I tu był problem...Próbowałam wstać.
-Chyba nie...-zrobiło mi sie głupio.
-Pomogę Ci...-podał mi rękę...chwyciłam ją...była taka silna...Wstałam.-A teraz spróbuj postawić krok.-no i spróbowałam.. Zachwiałam się,ale on mnie złapał... W sumie to objął. Byłam teraz tak blisko niego. Blisko obcego dla mnie chłopaka który mi pomaga.
-Chyba nic z tego nie bedzie.... -postawił mnie.
-Daleko mieszkasz?
-Nie.... No może trochę. Ale mogę zadzwonic po...Kurde gdzie jest mój telefon...
-To ten?-podał mi mój tel lekko rozwalony.
-Tak...-Spróbowałam dodzwonić sie do ojca....odebrał...Chwile z nim pogadałam.
-I jak? Będziesz miała jak dojechać do domu....?-mówił jakoś tak....jakby sie martwił.
-Tak,tato po mnie przyjedzie. Tylko musze wyjść z tąd bo on tu raczej nie trafi. Ale na to mam jeszcze z 30 min.
-Heh,dotrzymać ci towarzystwa?
-Jeśli masz ochotę...Ale i tak wiele dla mnie zrobiłeś.- poczułam że grupka od której on przyszedł nas obserwuje.
-Czyli mówisz że ta dziewczyna pobiła Cie za chłopaka?-zapytał niepewnie.
-Niezupełnie....
-To dlaczego płakałaś?
-Bo zarzuciła mi że go zabiłam ... A jaki ja miałam wpływ na to że jechał samochodem?
-Przykre....Rozumiem że była o niego zazdrosna...?
-Można tak powiedziec....-Nie chciałam dalej o tym rozmawiać...chciałam zobaczec jego twarz.-Ej...Mógłbyś ściągnąć kaptur? Chciałabym zobaczeć twoją twarz.
-Nie ma takiej potrzeby.... Przepraszam,ale nie chcę.-Głowę skierował przed siebie.
-Okey,ale ty moją widzisz....
-Mówisz że wyglądasz tak na codzien?-szturchnął mnie lekko.
-Hahaha, no ba. Rozmazana i zapłakana twarz,rozczochrane włosy i zakrwawiona kostka.
-A właśnie. Chodz wstań zobaczymy czy możesz ruszać nią.-złapał mnie za prawą rękę.
-Auł!
-Coś ci zrobiłem?-spytał zmartwiony.
-Nadgarstek...Boli troche. -powiedziałam troche niepewnie.
-Usiądź.
Zrobiłam tak jak kazał....Usiadłam. On złapał moją dłoń i zaczął lekko bandażować.
-Mam pytanie...-powiedział trzymając rękę.-Czy ona miała jakiś głębszy cel kalecząc ci stopę...albo ci ją łamiąc tak jak nadgarstek?
-Sama nie wiem.... Kiedyś pamiętam że była na mnie cholernie zła bo tańczę i gram na pianinie....Co w taki sposób poznał mnie Nick.
-Ahaaa....To ja już wiem. po prostu nie chciała żebyś dalej kontynuowała swoją pasję...Trochę to bez sensu.
-No....I to bardzo. o będe musiała lecieć. Jeszcze nie wiem jak....-zrobiło mi sie smutno bo wcale nie chciałam iść.
-Odprowadzę Cię.
Wstałam zrobiłam 3 kroki. Musiałam zrobić przerwę bo ból był tak silny...Szliśmy wolno.Gdy przechodziliśmy obok jego kumpli zobaczyłam że przeszyli nas wzrokiem.
-Ok,Doszłam. Nie wiem jakim cudem ale doszłam...
-No to żegnaj.- czułam że chciałby żebym została.
-Ciekawe czy sie jeszcze kiedyś zobaczymy...
-Raczej wątpie.-Powiedział całkiem serio.
-Szkoda....Dziękuje za wszystko. Naprawdę.
-Nie ma sprawy. Nie mógłbym stać i patrzeć jak cie bije...
Podjechał samochód. Miałam wsiadać już do samochodu ale on powiedział:
-Uważaj na siebie. Dobrze?-martwił sie...słyszałam to w jego głosie...
-Dobrze.-Uśmiechnęłam sie i wsiadłam.
-Kto to jest Rose?- Od razu ojciec zaczął sie wypytywać.
-Nie wiem....
-Jak to nie wiesz? Siedziałam z chłopakiem i nie wiesz kto to? Tylko nie mów źe to on Cie tak urządził....-podejrzewał coś.
-Spokojnie. On mi pomógł. To nie jego sprawka. To zrobiła mi....hmmm....znajoma. I w tej chwili przypomniała mi się część rozmowy z nim rankiem...
"Ale może on odszedł bo pojawi sie ktoś nowy?
-Nikt mu nie dorówna tato.....
-Ale może chociaz sie postara...."
Może tu chodziło właśnie o nieznajomego? Już wie że Nick nie żyje... W krótkim czasie dojechaliśmy do szpitala. Tam pielęgniarka opatrzyła mi dokładnie nogę i ręke. Powiedziała że to nic poważnego i bedzie bolało tak z tydzień. Pojechaliśmy prosto do domu. Doszlam do pokoju i sie położyłam....Myślałam o tym czy Nathalie bedzie chciała zrobić mi jeszcze krzywde. Do czego jest zdolna....nie znam jej na tyle by odpowiedzieć na te pytania. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Był to..
________________________________________________________________________________

Mam nadzieję że Wam sie spodobało...
Mam dużo planów związanych z opowiadaniem ale nie wiem czy ktos to wogóle bedzie czytał.
  • awatar zawszeza: fajne, w kilku miejscach nie mogłam się połapać ale ogólnie pomysł na opowiadanie fajny ;p z czasem pewnie też wyrobisz w sobie swój styl pisania także powodzenia i pisz bo zapowiada się świetnie :)
  • awatar Ta inna .♥: Świetne to. :) Dawaj dalej. xD
  • awatar zaopiekuj się moją duszą.: Ciekawa akcja (: i teraz pewnie do niej przyszedł ten zakapturzony chłopak ? : D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Wstałam wczesnym rankiem. Usiadłam na parapecie i otworzyłam okno. Myślałam o śnie. Śniły mi sie dziwne rzeczy.... I czyjeś oczy. Nie umiałam określić do kogo należały ale były znajome... . Było chłodno. Ale w sumie był koniec marca więc nie dziwię sie że jeszcze nie ma upałów. Wstałam zrobić sobie gorącą czekoladę na poprawę humoru. Zobaczyłam że rodzice są w domu...Jak nigdy. Poszłam zobaczeć czy śpią. Pewnie dzisiaj już wyjadą znowu...Zalałam czekoladę i poszłam do swojego pokoju. Włączyłam spkojną muzykę Lana De Rey na przemian z Birdy. Wiatr rozwiał moją grzywkę.Zaczęłam myśleć o wszystkim. O tym czy dam radę na 1 etapie konkursu. Czy nie zawiodę bliskich. Czy w końcu spotkam swoją wielką miłość. ... Z zamyślenia wyrwał mnie sms. Na ekranie wyświetliło się imie Nathalie. Zdziwiłam sie bo nie pisze z nią już z 1,5 roku.... A jeszcze bardziej zdziwiła mnie jego treść. : "Myślisz o Nim czasem?". Wiedziałam dokładnie o kogo chodzi. O Nicka. Nie chciałam do tego wracać. Ale odpisałam. Chciałam wiedzieć o co jej dokładnie chodzi.
- "O Nim? Czyli o kim?"
-"No o Nicku..."
-"A czemu pytasz?"
-"Bo wiem ile dla ciebie "znaczył". Zastanawiałam sie czy o Nim pamiętasz."
Jasne. Ciekawe jak miala bym zapomnieć.Nick- mój ś.p. chłopak.
-"Tak. Ale już sie pozbierałam."
-"Widzę że łatwo Ci to poszło,Tak samo jak rozkochanie go w sobie co nie?"
Zawsze bolało ją to że on wybrał mnie i zostawił ją. No cóz. Nie ja o tym decydowałam.
-"Czemu to piszesz? Przecież wiesz co przechodziłam po jego śmierci...."
-"Hahahah, wydawało Ci sie że ja sie nabiorę na te twoje sztuczne "oh,ah dlaczego?,boże kocham go. nie to nie może być prawda!" itp itd.? To że prawie popadłaś w depresję,miałaś zaburzenia trawienia i unikałaś ludzi to znaczy że naprawdę Go kochałaś i że ci zależało? Nie...Dla mnie to wszystko było udawane. Przyznam- Nieźle ci to szło. Ale chyba jako jedyna sie na to nie nabrałam i Cie przejrzałam. Chodziło Ci tylko o jego kasę,o to że był kimś...Dzięki niemu ludzie cie poznali. Zobaczyli że istniejesz, A to żę wybrał Ciebie było tylko przypadkiem. Widocznie chciał zobaczeć jak to jest być z kimś takim jak Ty."
Zabolało mnie to że znowu muszę wracać do tego wszystkiego. Wyciągnęłam z szuflady jego zdjęcie. Zwykły nastolatek. A zarazem tak inny... Zaczęłam płakać... Nie panowałam nad łzami. Zaczęły mi sie trzęść ręce....W wyniku czego wypadł mi kubek za okno. Nie wiedziałam co mam odpisać... To już nie pierwszy raz gdy Nathalie mi pisze coś takiego.
-"Nathalie...Kiedy w końcu dasz sobie spokój ..? Nie pisz już do mnie więcej.! Usuń mój nr. Nie chcę mieć z tobą żadnego kontaktu. Zapomnij wogle że istnieje taki ktoś jak ja."
-"Po prostu mam ci za złe bo oszukiwałaś Nicka a wiedziałaś że ja tak naprawdę na niego zasługuje...!"
-"To szkoda bo on wybrał właśnie mnie... i to ze mną chciał spędzić resztę życia..Żegnaj Nathalie."
Tak było...planował już wszystko. Gdzie bedziemy mieszkać...ile bedziemy mieć dzieci...Wakacje...WSZYSTKO.
Ale w jednej chwili wszystko sie rozpadło... Nie mam mu za złe że mnie zostawił...Wiem że kiedyś do niego pójde ale pragnę by ktoś kiedyś pokochał mnie tak jak on... Powoli sie uspokoiłam. Nie odpisała już. Dziwne że napisała o tej godz. Była 4.45 . Szukałam jakiegoś zajęcia... Siedząc i gapiąc sie bez celu w końcu doszło do mnie dokąd mogę sie udać. Poszłam sie wykąpać,zjadłam śniadanie. Gdy nagle do kuchni przyszedł tato:
-Cześć Rose. Co tam u cb?
-Ah,nic takiego sie nie wydarzyło... - wstałam żeby dać mu buziaka w policzek.
-Na pewno? Jakoś tak marnie wyglądasz....-zerknął na mnie podejrzliwie.
-Po prostu....tęsknie.
-Za nami? Przecież wiesz że praca....
-Za Wami też ale miałam tu na myśli inną osobę...
-Czyżby pojawił sie jakiś chłopak?-uśmiechnął się lekko.
-Nie....Chodzi o Nicka.....-posmutniałam.
-Rose...proszę nie płacz...-przytulił mnie- Wiem że ten chłopak był dla ciebie najważniejszy...Ale może on odszedł bo pojawi sie ktoś nowy?
-Nikt mu nie dorówna tato.....
-Ale może chociaz sie postara....
Tato na poprawę humoru zaczął czochrać mi włosy....Gdy nagle energicznie do kuchni weszła mama.
-Chyba Wam nie przerwałam poważnej rozmowy miedzy ojcem a córką?-zapytała żartobliwie.
-Nie no co ty.
-Jejku Rose jak ty sie zmieniłaś....!
Hmmm....Chyba dawno mnie widziała w szlafroku.
-Taa jasne mamo....-nie chciało mi sie gadać o mnie.
-No a jakie masz plany na dzisiaj? My wróciliśmy na 3 dni.
-Teraz idę bo muszę coś zrobić a potem spotykam sie z Catlyn bo wyjeżdża,nastepnie....
-Dobrze już dobrze...Widzę że nie znajdziesz dla nas chociaz chwili czasu....-popatrzył na mnie tato.
-Znajdę...-uśmiechnęłam się.
Pobiegłam na góre do pokoju ogarnąć twarz....Ciągle w głowie miałam Nicka. Na twarz dałam jak najbardziej delikatny makijaż. Nałożyłam dżinsy rurki,granatową luźną bluzkę,długi naszyjnik i pierścionek czarny + granatowe vansy. Włosy spięłam w koka, grzywkę opuściłam i nałożyłam na głowę czarną cienką opaskę. Paznokcie miałam pomalowane na czarno. W torebkę włożyłam zeszyt,ramkę ze zdjęciem,aparat i portfel. Byłam przygotowana na cały dzień. Zeszłam na dół. Dałam jeszcze zastrzyk Shane'owi i wyszłam. Mój cel.? Szkoła muzyczna. Po prostu poczułam że muszę iść i zagrać oraz zaśpiewać jakąś piosenkę. Droga nie trwała długo. Gdy weszłam do szkoły zobaczyłam nieliczne dzieciaki. Poszłam do sali w której zawsze ćwiczyłam. Usiadłam przy pianinie. Zaczęłam grać pierwsze dzwięki piosenki Evanescene- "My immportal" .... Potem zaczęłam śpiewać.. Myślałam o Nicku. O wszystkim co z nim przeżyłam. Płakałam..Znowu. Czułam że jest tu ze mną...ale jednak go nie ma. ....
Gdy skończyłam grać wzięłam swoje rzeczy i wyszłam. Była dopiero 11.30. Miałam jeszcze troche czasu.... Wyruszyłam poszukać prezentu dla Catlyn. Przemierzając ulicę zobaczyłam mały nowo otwarty sklep. Zaciekawiło mnie co tam sprzedają to weszłam do środka. Idąc między półkami zobaczyłam znaną sylwetkę....Prawdopodobnie była to ....
______________________________________________________________________________________________________
  • awatar Czekollaaddkaa<3: Ja też dziekuje ze wpadasz :) Wróciłam zeby przeczytać kolejne oczywiście świetne <3
  • awatar Gość: cudowne to jest ; P ♥ wbij, skomentuj i z lajkuj najnowszy wpis. + odwdzięczę się i daję do znajomych ♥
  • awatar Gość: Świetne <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

- Czym jest dla ciebie miłość?
- Miłość - odpowiedział pełen entuzjazmu chłopak - to jest TO, co nas łączy...!!!
- To znaczy?
- To znaczy, jest to więź - najsilniejsza i najdoskonalsza, która może łączyć dwoje ludzi, która wiąże ze sobą przyjaźń, dobro, zaufanie, szacunek... Bo kochać, to znaczy, pragnąć dobra drugiej osoby bardziej niż swojego... to znać jej potrzeby i oczekiwania i starać się spełniać je w miarę możliwości, pragnąć ją uszczęśliwiać, troszczyć się o nią i być gotowym oddać za nią życie!!!
- A, ty? Kochasz mnie?
- Oczywiście, że cię kocham!
- I nie chciałbyś, żebym cierpiała?
- Zrobiłbym wszystko, żebyś nie cierpiała! Gdybym mógł - życie oddałbym za ciebie!!!! Tak cię kocham!!!! I nigdy nie pozwoliłby, żeby ktoś cię krzywdził!!
Dziewczyna chwilę się zastanowiła, po czym odpowiedziała:
- To dlaczego TY wciąż mnie ranisz?
*głos z głębi sali*
-Dobrze. STOP! to było ...piękne! Tyle tu emocjii....- znowu zaczęło sie komentowanie,....nawet nie chciało mi sie jej słuchać ...spojrzałam na reszte. Też nie mieli ochoty dzisiaj tu siedzieć.
-Ekhm....może pani już skończyć? Po każdej próbe musimy pani słuchać? - przerwał jej Matheo.
-Nie! Musicie ćwiczyć i na wystepie dać z siebie wszystko.....Albo chociaż sie zakwalifikować do dalszego etapu....
-Tak,tak wszyscy wiemy..... z 20 grup przechodzi 15 i wyjeżdża do stanów...tam dostają hotel i maja próby.... potem po 2 tyg znowu występ i znowu odpada 5 grup...ale te 5 grup zostaje tam do końca całego konkursu....a potem znowu odpada 5 i zostaje sie jedyna 5. ci najlepsi...
-Dokładnie Matheo. Widzicie? Jedyna osoba w tym gronie która wszystko wie....-powiedziała wskazując na niego. ...
Tak naprawde wszyscy to wiedzieliśmy,ale nikt o tym nie mówił bo to było by bez senu.
-Ok. Ale nie musi nas pani tak męczyć....
-Konkurencja jest mocna....
-Wiemy....-widziałam że już nie chcial dalej z nia gadać....zerknął na mnie.... uśmiechnęłam sie...ale zasłabłam. Znowu.- Rose!
-Ehh.....nic mi nie jest...- oparłam sie o szafe- Ostatnio mam takie zawroty głowy...
-Zauważyłem. To nic poważnego, prawda?
-Nie....to chyba ze zmeczenia...tyle że ostatnio troche sie nasiliło....
-Ej, nie strasz mnie.... - powiedział lekko załamanym głosem.
-Sory musze wyjść na świerze powietrze....-Jak zawsze...Matheo sie o mnie martwił.
-Rosalie, wróć tu za 15 min zrobić próbę z fortepianem!-odezwała sie Dhonson
-Znowu? To już 6...!- powiedziałam lekko podirytowana.....z nadzieją że sobie odpuści....
-Nigdy za dużo treninóg...Pamiętaj Rose...Trzeba...
-Wal sie stara krowo.! - i nagle poczułam wzrok wszystkich na sobie....
Wyszlam. Nie wytrzymałam. Ona ciągle ode mnie wymagała więcej niż tak naprawde mogłam. Widziałam że reszta ekipy najchetniej zrobiłaby to samo..Usiadłam na murku Minęło ok. 10 min a ja myślami byłam całkiem gdzie indziej. Nawet niezauważyłam, że Matheo usiadł koło mnie. To naprawde wspanialy chłopak. Znamy sie odkąd skończyliśmy 5 lat... Poznaliśmy sie całkiem przypadkowo na placu zabaw, gdy spodobał mi sie jego pluszak. Mam go do dziś. Zabieram go we wszystkie podróże. Próbowaliśmy oboje czuc do ciebie coś wiecej niż przyjaźń. Nie wypalilo. Byliśmy ze soba ok. 2 miesiące. Potem zdecydowaliśmy żeby było jak dawniej. Dlatego teraz tak sie dogadujemy.
-Co jest Rose?
-Nie dam rady.....
-Dasz.
-Nie. To dla mnie zbyt wielki wysiłek.
-Wierze w ciebie. Każdy z nas to przeżywa.,Nelly,Josh,Bob,Kristen i innym też nie jest łatwo...
-No wiem ale....
-Nigdy nie trać nadziei. Nigdy. Jesteś wspaniałą dziewczyną. Ze swoimi talentami możesz w życiu dużo osiągnąć. Jeżeli tylko bedziesz chciała.
-Mówiłeś mi to już Matheo. - powiedziałam.
-Wiem,i bede Ci to powtarzał dopóki sobie tego nie wbijesz do głowy!- spojrzał mi w oczy.
-Uwielbiam Cie Matheo<3 Nie wiem co ja bym bez ciebie zrobiła...- Dałam mu buziaka w policzek.
-Rose,przecież wiesz że jestem tu po to żeby cie wspierać...- Przytulił mnie. Potem zaczeły sie wygłupy. Rozczochrał mi włosy za co mu sie odwdzięczyłam.... Wszystkie zmartwienia zwiazane z konkursem odeszły w niepamięć. Po 30 min on spytał:
-Co robisz dzisiaj wieczorem?
-No niestety nie mam wolnego czasu.... - odpowiedziałam przypominając sobie co tak właściwie mialam zrobić.
-Ale przecież nie masz zajęć....
-No tak , ale wiesz...chodzi o Shane'a.
-Aaaa....no rozumiem. A co z nim?
-Nienajlepiej. Staruszek ma już policzone dni. Powoli dochodzi do mnie myśl ze niedługo go strace.- powiedziałam smutno...
-Nawet tak nie mów. Ciesz sie że jeszcze jest z tobą...
-Dlatego chce z nim spedzic wieczór. Możliwe że to beda ostatnie chwile...
-Ejj....A bede mógł wpaść? - widziałam po jego minie że też chciałby sie z nim pobawić.
-Jeżeli chcesz to tak.-powiedziałam patrząc przed siebie.
-Dzięki.
-Yyyy....No dobra to ja już ide. Jak coś to sie zgadamy wieczorem.
-Ok. Trzymaj sie Mała...pa.
-Pa.-odpowiedziałam zerkając na niego.
Szłam. Szłam przed siebie. Bez celu. Coś kazało mi zostać przy Nim,A zarazem iść od niego. Miałam wrażenie że dobrze zrobiłam odchodząc. Poszłam w stronę parku. Dobrze znałam to miejsce, i przychodzących tu ludzi. Ale tą grupkę widziałam tu po raz pierwszy. A szczególnie jego. Widać że nie był z tąd,tak jak jego koledzy. Ok. 17-letni, wysoki brunet,brązowe oczy,dobrze zbudowany...popatrzył na mnie. Przeszył mnie wzrokiem,który zatrzymał na oczach. Trwało to wszystko dosłownie chwile, ktora dla mnie znaczyla wieczność. Niestety. Nie był typem chłopaka dla mnie. Czuć od niego papierosami, a w rece trzymał piwo. Nie mogłam określić tego jaki jest... . A ja? "Poukładana dziewczyna" ... '-,- Usiadlam na ławce i szukałam ich wzrokiem. Nie było to trudne zadanie,bo usiedli w dość widocznym miejscu. Zauważyłam, ze zerknął w moja strone z 2 razy. Potem siedzieli tam z ok. 10 min. Spalili szlugi i poszli. Ja zostałam z myślami.... Czułam że niedługo sporo sie u mnie w życiu pozmienia. Nie wiedziałam dokońca co,gdzie i jak ? Postanowiłam to zostawić jako tajemnice i wrócić do domu. Wracając rozglądałam sie za nietutejsza grupką. Nie było ich. W drodze zauważyłam pudełko na chodniku z małymi kociakami i kartką "Proszę,przygarnij mnie"..... "Ludzie są bez serca"- pomyślałam. Stanęłam nad pudełkiem. Pogłaskami maluchy. Obok był sklep. Poszłąm kupić im coś do jedzenia.... Gdy wróciłam nie było już żadnego kota. "Więc jednak są jeszcze ludzie myślący o zwierzakach...." ...zastanawiałam sie tylko co teraz zrobić z jedzeniem. Nie wyrzuce bo to bez sensu....nie wezme do domu bo Shane na pewno nie zje.... Na szczęście zza zakrętu wybiegł pies... "Chodz tu mały..." - zawołałam go. Poparzył sie jak na idiotke i uciekł..... " Zajebiscie..." - pomyślałam. Za nim wybiegł inny pies. Stary i zmeczony. Podbiegłam do niego. Dałam mu jeść i pić. Była to stara kamiennica...Żadko kto tu przebywal podczas dnia. Usiadlam na schodach. Chwile go pogłaskałam i zauważyłam że jestem obserwowana. Nie widziałam skąd ale że jestem.... Dziwnie sie poczułam... "Do zobaczenia staruszku....jeszcze tu wpadne zobaczeć jak sie miewasz..." . Wyszłam z tamtąd szybkim krokiem. Dochodząc do domu zobaczyłam że nie ma samochodu...Znowu samotny wieczór. Wchodząc do kuchni przeczytałam kartke zawieszoną na lodówce. "Zostawiam Ci pieniądze. Zamów sobie coś do jedzenia". Nie. Nie jestem głodna. Idąc do pokoju zajrzałam do Shane'a. Spał. Jak zwykle odpoczywał. Weszłam do swojego pokoju. Ogarnęłam lekko i sie przebralałam w luźne dresy szare ściągane na kostce,rozciągniety T-Shirt z napisem " I <3 LA" włosy luźno upielam w kucyka....czułam ten luz...włączyłam muzyke Green Day. Weszłam na kompa. Zalogowałam sie na gadu. Przeczytałam opisy,i dostałam wiadomość od Catlyn "Siemka Rose. Dawno sie widziałyśmy. Co powiesz na spotkanie? Chcę Ci powiedzieć że za miesiąc sie wyprowadzam. Do Włoch. <3 Nie wiem kiedy tu wróce więc chcę Ci coś dać.... żebyś o mnie nie zapomniała. " ....zrobiło mi sie dziwnie jak przeczytałam że nie wie kiedy wróci... odpisałam "Oj,szkoda że sie wyprowadzasz... Musimy sie spotkać i powspominać wspólne wypady. <3 Jeśli chodzi o spotkanie to jestem na tak. i to gdzies niedługo...cały dzień <3 Kocham Cie, Catlyn.;* " ..wyłaczyłam gg. Miałam jeszcze godzine do czasu jak Matheo do mnie wpadnie. Postanowiłam zrobić Catlyn prezent. Znalazłam mój stary "zestaw" do robienia ramek.... zrobienie jednej zabralo mi ok. 20 min. Wyszła tak jak chciałam.... do środka włożyłam nasze wspólne zdjecie... Do tego kupie jej jutro jeszcze jakiś upominek.... I bedzie ok. Doszła godz 17.30 rozległ sie dwonek do drzwi. Poszłam otworzyć.
-To jak? Gotowa na wieczór? - Powiedzial rozweselony Matheo. Mial ze soba pizze. i słusznie bo zaczelo mi burczeć w brzuchu.
-Oooo....Pizza<3 Hahahah. - powiedzialam chwytając za pudełko.
-To nie dla nas tylko dla Shane'a. Założe sie że przez swoje zycie nie jadł tej pyszności....- powiedział spoglądając na mnie.
-Hyhyhy....no to ja go wyręcze...
-Nie no spoko. Dla niego mam coś innego. ;d - powiedzial wyciągając z plecaka psie smakołyki.
-boże,cudowny jesteś... ;*- spojrzałam mu prosto w oczy.
-Tak wiem nie musisz mi tego mówić....
- Za mało samokrytyki?- zaśmiałam sie lekko go szturchając jak szłam po cole.
-Dobra,dobra...my tu pitu,pitu a gdzie bohater tego wieczoru?- powiedział rozglądając sie po salonie.
-Spi. ale zaraz go tu zawołam... ;D - w sumie to wcale nie miałam ochoty go budzic...
-Okeyy...Czekam tu.
Zaniosłam picie do salonu i poszłam po psa. Wstał powoli i wlekł sie do salonu....
-Oto i on. - pokazałam na niego jak ledwo co szedł,powoli i ze spuszczoną głowa...
- Uśmiech! - i zaczęła sie zabawa....Matheo zaczął robić zdjecia....Fotografia...coś co nas łaczy...
-Chodz tu psiakuuu.... - zaczęłam go przytulać...
Wieczór minął dobrze. Rozmawialiśmy,śmieliśmy sie. Nawet Shane miał dobry humor i zaczął sie bawić starymi zabawkami. Co dało mi +100% szczęścia. Gdy tylko Matheo wyszedł to ja momentalnie zasnęłam.

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Długie. Mam nadzieje że Wam sie spodoba....Jak bede miała czas to jutro dodam nowy...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.